Terror bólu kontra barbarzyńska rehabilitacja

Chora codzienność Budzik niemiłosiernie terkocze, despotycznie wyrywając mnie ze snu. Sięgam po leżące obok łóżka tabletki, połykam i próbuję mało skutecznie rozruszać zdrętwiałe ręce i nogi. Kolejna zawiedziona nadzieja – myślę gorzko. Zawsze kładę się spać z nadzieją… może dzisiejsza noc będzie normalna, może będzie słodkim lenistwem, może mój sen nie będzie przerywany co dwie godziny przez moje chore, wyrafinowanie złośliwe ciało, które od jakiegoś czasu z premedytacją znęca się nad mną. A może w nocy ktoś mnie napadł? Obił mi plecy i boki bejsbolem, stąd ten ból… Logiczny umysł chciałby jakiegoś realnego uzasadnienia, nie koniecznie opartego na słowach: przecież jesteś chora, więc się przyzwyczaj. Bez entuzjazmu wstaje. Śpiący jeszcze o tej porze żołądek ostro się buntuje, kiedy próbuję go nakarmić owocowym koktajlem. Zakup blendera to był strzał w dziesiątkę, prawie wszystko miksuje i już od kilku dni nie zwichnęłam sobie szczęki, co bardzo poprawiło ja...